Xiaomi lepsze? Twarzą w twarz z Xiaomi Mi 8 Lite. Recenzja

Xiaomi lepsze – pewnie zdarzyło Ci się to już usłyszeć. A jak się ma nasze powiedzenie do rzeczywistości? I w czym Xiaomi jest lepsze – bądź nie? Sprawdźmy. Najlepiej na podstawie konkretnego modelu – Xiaomi Mi 8 Lite, który przetestowała Sylwia Chwalana.

Spis treści:

1. Pierwsze wrażenia
2. Wydajność i funkcje Xiaomi Mi 8 Lite
3. Aparat fotograficzny w Xiaomi

Skąd wracała Sylwia? Z azjatyckiej wracała wycieczki… więc zdjęć będzie sporo. Tak tylko lojalnie ostrzegam. 😊 Tytułowe urządzenie sprawdziłam pod kątem tych funkcji i parametrów, na które najbardziej stawia producent… i na które sama zwracam uwagę. Będzie to więc recenzja pod hasłem: "Wykonanie, wydajność, aparat". W tej właśnie kolejności, wraz z dowodami na to, jak Xiaomi sobie poradziło, ze screenami, benchmarkiem i wspomnianymi fotografiami.

Testowałam Xiaomi Mi 8 Lite w wersji z 4 GB RAM oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Kolor: Aurora Blue. Tak, to ten niebiesko-fioletowy gradient. Smartfon trafił do mnie w wersji globalnej, co widać na poniższym zdjęciu.

recenzja-xiaomi-mi-8-lite
 

Przedstawiam Wam Xiaomi Mi 8 Lite

Jaki ten notch gigantyczny… - pomyślałam w pierwszej chwili, gdy wyciągnęłam Xiaomi z pudełka i włączyłam. A potem sobie uświadomiłam, że widziałam już większe.

Za ten jeden drobny element dostaje się wszystkim producentom. I chciałabym ich w tym miejscu obronić. Nie jest niezbędny, racja. Ale narzekanie na wcięcie jest trochę jak żalenie się na wygląd podsufitki w samochodzie. Technicznie rzecz biorąc, w czasie jazdy nie patrzysz jednak na podsufitkę, a na drogę przed siebie – a przynajmniej, należałoby.

I całkiem podobnie jest z notchem: w czasie codziennego użytkowania skupiasz się na treści i nie zwracasz na niego szczególnej uwagi. Możesz go też ukryć – ta opcja jest w ustawieniach dostępna. Sama nie ukrywałam, bo postanowiłam wyjść ze strefy komfortu. I jak już z niej wyszłam, tak do niej nie wróciłam…

Żeby nie było jednak tak cukierkowo, widzę dwa minusy: mniej ikon w pasku zadań oraz brak widoczności poziomu naładowania baterii w procentach. Ten można było zobaczyć dopiero po przesunięciu paska zadań w dół, wśród ikon szybkiego wybierania. Ale to wciąż drobiazgi i szybko się przyzwyczaiłam do takiego stanu rzeczy.

Zawartość pudełka

Xiaomi dołącza do swojego smartfona także silikonowy case, dzięki któremu można uniknąć zarysowań tylnego panelu i przy okazji zabezpieczyć go przed wyślizgiwaniem się z dłoni. Drobny gest, niewielkie akcesorium, ale wyjątkowo cenię, gdy producent je dołącza.

W pudełku znajdziesz więc:

  • wspomniany case,
  • zasilacz do ładowarki 5V/2A,
  • kabel USB typu C,
  • igłę do wyciągania tacki karty SIM,
  • przejściówkę z minijack na USB typu C
  • dokumenty: instrukcję obsługi w kilku językach oprócz polskiego, krótką broszurkę z instrukcją w języku polskim oraz kartę gwarancyjną.

Wykonanie

Na zdjęciach Xiaomi Mi 8 Lite prezentowało się naprawdę dobrze. Tym samym moje oczekiwania wzrosły. I tutaj mnie nie zawiodło. W rzeczywistości wygląda równie dobrze. Gradient na tylnym panelu – widziałam go już niemal wszędzie, ale w tym konkretnym modelu i na żywo prezentuje się całkiem nieźle. Jest pięknie nasycony i przyciąga wzrok. Odciski palców też… ale da się przeżyć. Po prostu przed każdym zdjęciem trzeba było przetrzeć oba panele. Nie przeczę, że byłabym szczęśliwsza, gdyby nie było to konieczne, ale skoro tak trzeba, to w porządku, przyzwyczaiłam się już.

Zważywszy na to, ile kosztuje Xiaomi Mi 8 Lite – mamy tu naprawdę niezły stosunek jakości do ceny. Nic nie trzeszczy, nie wygina się. Lśniące boki urządzenia raczej nie wyglądają na takie, które miałyby się ścierać po dłuższym czasie użytkowania, choć ręki sobie za to uciąć nie dam. A żebym jej ucinać nie musiała i miała w czym trzymać piękne Xiaomi, wspomnę, że przed większością rys i otarć smartfon uchroni case oraz szkło ochronne na ekranie.

I polecam tylko dlatego, że szewc bez butów chodzi i wie, jak wygląda telefon użytkowany bez. 😉

Wyświetlacz

Co o nim może powiedzieć człowiek, który zwraca uwagę tylko na to, czy widzi pikselozę, czy ładny gładki obraz? Że tutaj jest naprawdę w porządku: klarownie i bez widocznych pikseli. Żywe barwy cieszą oko. Zdjęcia, aplikacje czy artykuły wyglądają dobrze, czyta się je przyjemnie, a jasność można sobie dostosować (czyli w moim przypadku obniżyć do granic możliwości). Jest też wbudowany tryb ochrony wzroku, który przyda się szczególnie wieczorem.

Xiaomi może się pochwalić ekranem o przekątnej 6,26”, proporcjami 19:9, dzięki którym ten pozornie wielki ekran mieści się w niewielkiej obudowie oraz rozdzielczością 2280 x 1080. Wyświetlacz wypełnia niemal cały przedni panel. Dla mnie nigdy to nie było specjalną zaletą, bo przez wąskie ramki wiecznie wychodzę przypadkowo z aplikacji i wiadomości w czasie pisania, ale akurat z Xiaomi nieczęsto mi się to zdarzało. Być może dlatego, że jest po prostu poręczne?

 

Drugie wrażenie - Xiaomi Mi 8 Lite na co dzień

Co tu dużo mówić? Przełożyłam kartę SIM ze swojego smartfona do Xiaomi i pokochałam jak swoje. Prywatnie używam bardzo wielu aplikacji i szczerze, nie miałam czasu, by zainstalować je wszystkie na testowanym modelu. Te najczęściej przeze mnie używane już na nim były: Facebook, Instagram, Chrome. Dodałam jedynie Messenger. Znowu okazało się, że najbardziej zasobożerne z nich to Facebook i Chrome.

Na dzień dobry po zalogowaniu Facebook wyświetlił mi coś takiego:

Facebook na Xiaomi Mi 8 Lite
 

A potem go pozwoliłam zaktualizować i już działał bez zarzutu.

W zasadzie przez cały tydzień testowania smartfon nie zaliczył ani jednego spadku wydajności. Nawet przez chwilę przeszło mi przez myśl, by poddać go w takim razie bardziej wyczerpującym testom i zainstalować na nim jakąś grę… ale ostatecznie wystarczył aparat, o czym za chwilę. Poza tym ja nie gram. I innych chętnych na mobilne granie akurat w otoczeniu też nie miałam.

Ale AnTuTu Benchmark, jak na fachowca przystało, odpaliłam.

wydajność Xiaomi Mi 8 Lite AnTuTu Benchmark
 

W kategorii „Wydajność” warto też wspomnieć o baterii. Tutaj mamy na pokładzie 3350 mAh. Teoretycznie: wcale nie tak wiele, zwłaszcza dla kogoś, kto kiedyś kupił smartfon z 5000 mAh. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, jedno naładowanie wystarczało na 2 dni. Sprawdzałam kilka razy. Niezmiennie, niezależnie od tego, czy wysyłałam sporo wiadomości, robiłam dużo zdjęć i jeszcze potem siedziałam nad ich obróbką, a potem czytałam artykuły, czy smartfona używałam mniej (czytaj: w weekend). 2 dni i to nawet z hakiem. Od piątku i godziny 10:24 (100%) do niedzieli 10:00 rano (wciąż 30%).

I tutaj kolejna rzecz, która właściwie jest już normą, ale mnie ciągle cieszy: szybkie ładowanie. Już 25 minut wystarczyło na przeskok z 30% do 68%. Sama chciałabym tak szybko uzupełniać energię.

System

Na pokładzie mamy Android 8.1. Tuż po uruchomieniu wyskoczyła mi aktualizacja, a po 4 dniach kolejna. I tak nakładka stała się pełnoprawnym MIUI 10.0. I wierz mi, że od tego momentu zrobiło się piękniej. Jedna z aktualizacji obejmowała bowiem właśnie funkcje aparatu, i naprawiła naszą relację. Ale o tym za chwilę.

Zabezpieczenia

Początkowo funkcja rozpoznawania twarzy nieco mnie zawiodła. W celu odblokowania smartfona nie wystarczyło tylko na niego spojrzeć (a tak to sobie wyobrażałam), tylko nacisnąć przycisk uruchamiania. A potem zauważyłam, że w ustawieniach jest opcja „Podnieś, aby wybudzić”. W ten sposób z sekwencji "podnieś smartfon - naciśnij przycisk blokady - spójrz i poczekaj, aż telefon Cię rozpozna" wypada element "naciśnij przycisk". I od tej pory nasza współpraca twarzą w twarz (twarzą w obiektyw?) przebiegała już bezproblemowo.

A, nie, moment. Pewnego ranka Xiaomi mnie nie poznało:

Xiaomi Mi 8 Lite mnie nie poznało
 

Właściwie wcale się mu nie dziwię... Ranek jest tu kluczowy. Sugeruję więc przed pierwszą kawą korzystać z czytnika linii papilarnych. No i przypuszczam, że jest to zabezpieczenie, dzięki któremu nikt niepowołany nie odblokuje Twojego smartfona, kiedy śpisz, więc w sumie to dobrze.

A czytnik linii papilarnych działa błyskawicznie i sprawnie. Początkowo miałam pewne obiekcje dotyczące jego umiejscowienia na tylnym panelu, ale jednak wcale to nie było takie złe. Nawet bym powiedziała, że tak umieszczony czytnik sprawia mniej problemów niż ten, który znajduje się tuż pod ekranem i posiada dodatkowe funkcje, które sobie potem losowo uruchamia (been there, done that… albo wręcz, still doing).

To, że musiałam niejedno dostosować w ustawieniach, by nasza współpraca była owocna, prowadzi do jednego wniosku: nie do końca kupuję interfejs. Nie był dla mnie zbyt intuicyjny. Sporo czasu zajęło mi spersonalizowanie Xiaomi. Na przykład, wyłączenie automatycznego wstawiania kropki po dwukrotnym wciśnięciu spacji (bo, jak na copywritera przystało, staram się pisać poprawnie nawet SMS-y, a tymczasem ta funkcja sprawia, że niechcący dodaję kropki w losowych miejscach), dostosowanie wyglądu ekranu głównego czy opcji odblokowywania. Nie mogłam w ogóle znaleźć czegoś takiego jak Aplikacje domyślne i zmienić predefiniowanej przeglądarki Mi Browser na swój ulubiony Chrome. Ostatecznie się udało, wystarczyło po prostu otworzyć link z aplikacji.

Przypuszczam jednak, że te początkowe trudności wynikały też po części z braku obycia się ze smartfonami Xiaomi, ponieważ ten trafił do mnie jako pierwszy. I wszystko jest do ogarnięcia, ale potrzeba chwili.

 

Aparat w Xiaomi - czy jest się czego bać?

Rozeszła się gdzieś po świecie informacja, że aparaty w Xiaomi pozostawiają sporo do życzenia. Czas to zdementować: w Xiaomi Mi 8 Lite jest już naprawdę dobrze. I mówię to z przekonaniem, choć początek naszej znajomości nie był zbyt udany.

Po kolei. Kiedy chcesz poznać prawdziwą naturę drugiego człowieka, daj mu komputer, który wolno działa. I to samo mogłabym najpierw powiedzieć o aparacie w Xiaomi. Dopóki nie włączyłam trybu AI, było OK. Zdjęcia ładne, szybko je robił. AI magicznie spowolniło wszystko i aplikacja na początku zaliczyła kilka solidnych „zwiech”, zanim zaczęła działać, jak należy.

Co pomogło? Aktualizacja oprogramowania. Poczułam się więc przez chwilę traktowana jak środowisko testowe, ale później Xiaomi zatarło złe wrażenie. Chwilowy kryzys nie wpłynął więc ostatecznie na moją ocenę, jakkolwiek czuję się w obowiązku, by o nim wspomnieć. A poza tym chyba jestem dobrym człowiekiem, skoro po tym wszystkim jeszcze go nie skreśliłam.

Tutaj nasz x-komowy gaming room, w którym kolorów i rozrywek nie brakuje. Mi 8 Lite też niczego nie brakuje, i całkiem ładnie oddało, jak to miejsce wygląda w rzeczywistości.

odwzorowanie barw Xiaomi Mi 8 Lite

Co przetestowałam w aparacie Xiaomi?

Tryb portretowy z bokeh

Z uwiecznianiem ludzi na zdjęciach radzi sobie naprawdę dobrze. Mówię tutaj zarówno o przedniej kamerze, jak i o tylnej, podwójnej. Rozmycie tła jest również na poziomie, nawet ma już głębię, choć da się również zauważyć pewną sztuczność efektu.

Zdarzyło się jednak, że w bardziej „skomplikowanym” otoczeniu aparat perfekcyjnie wyostrzył pierwszy plan, rozmył to, co znajdowało się dalej,… ale częściowo rozmazał fragment pierwszego planu (łańcuchy huśtawki, na której siedziałam, również zyskały głębię…).

Zrobił to zarówno z AI, jak i bez, więc… jedyne, co mogę polecić, to cierpliwość, ale też brak nadmiernych oczekiwań. Czasem wystarczy strzelić kilkanaście ujęć i któreś się z nich się uda. Czasem na ekranie podglądu zdjęcie nie wychodzi, a po zrobieniu okazuje się, że jednak jest dobrze. A czasem po prostu trzeba odpuścić, albo podejść do tematu całkowicie inaczej.

A tu niespodzianka, bo zdjęcie wykonane nie przeze mnie, a przez mojego kolegę z teamu, Bartka. Tryb portretowy w całej okazałości.

tryb portretowy Xiaomi Mi 8 Lite
 

A tu już znowu moje zdjęcie. Xiaomi Mi 8 Lite vs. ruchomy krajobraz.
 

krajobraz z efektem bokeh Xiaomi Mi 8 Lite
 

Zdjęcia krajobrazowe

W ich przypadku testowałam po części tryb portretowy, żeby sprawdzić, jak sobie poradzi z rozmyciem dali. I aparat się też nieco gubił, ale raczej w przypadku ruchomych obiektów. Powstanie poniższego wymagało kilku ujęć, bo te chaszcze nad wodą poruszał wiatr.

zdjęcie krajobrazowe z głębią Xiaomi Mi 8 Lite
 

Robiłam też „całościowe” zdjęcia, by sprawdzić, czy daje radę w słabszym świetle, w pochmurny dzień. I tutaj aparat zaskoczył mnie wyjątkowo miło. Fotografie krajobrazów są naprawdę, ale to naprawdę piękne. Może i nieco podkoloryzowane, ale… czy nie tego oczekuje człowiek, który ma chwilę na uwiecznienie sytuacji lub widoku, bez kombinowania z trybem manualnym? I włąśnie tak to wygląda: szybko "strzelasz" i cieszysz się efektem.

Poniższe ujęcie jest absolutnie jednym z pierwszych, które zrobiłam, jeszcze bez większego wyczucia, czego mogę wymagać od Xiaomi Mi 8 Lite. I dlatego uważam, że to smartfon wyjątkowo przyjazny także dla amatorów, którzy chcieliby małym nakładem sił robić piękne fotografie.

zdjęcie krajobrazowe Xiaomi Mi 8 Lite
 

Zdjęcia nocne

No, może bardziej wczesnoporanne… Nie korzystałam tutaj z żadnego specjalnego trybu, tylko z automatycznego. I jak widać, sprawdziło się to całkiem nieźle. Ładna rozpiętość tonalna. Najciemniejsze miejsca pozostały najciemniejsze. Tam, gdzie było światło, jest znacznie jaśniej. Bardzo w porządku, Xiaomi, proszę o więcej!

zdjęcie nocne Xiaomi Mi 8 Lite
 

Tryb HDR

Nie przepadam za nim ostatnio, więc specjalnie nie testowałam, ale zdradzę, że był (przypadkowo) zastosowany na zdjęciu krajobrazowym, tym, które zostało potem potraktowane również serią filtrów. Jak widać – jest naprawdę dobrze i chyba się do HDR znowu przekonam. Ten w wydaniu Xiaomi dostał ode mnie pewien kredyt zaufania i zwrócił go z nawiązką.

Filtry

Raczej nie mam cierpliwości i czasu, by bawić się filtrami i skomplikowanymi opcjami w trakcie fotografowania. Owszem, umiem dostosować parametry i odróżniam ekspozycję od balansu bieli, ale w codziennej fotografii smartfonem, takiej, na którą mam dosłownie chwilę pomiędzy innymi zajęciami, nie stosuję tej wiedzy. Bardziej polegam na postprodukcji. I dokładnie tak samo postępuję w czasie testów smartfonów.

Druga rzecz: filtrów używam zwykle tylko wtedy, gdy nie jestem wystarczająco usatysfakcjonowana jakością zdjęcia po jego wykonaniu. I uważam, że nie ma w tym nic złego: czasem lepiej jest zastosować jeden prosty efekt niż dłubać w ustawieniach nasycenia i kontrastu przez godzinę. Ale w Xiaomi zajrzałam do filtrów z czystej ciekawości i postanowiłam je sprawdzić na dwóch zdjęciach: selfie oraz krajobrazowym.

Zdjęcie portretowe

Największe zdjęcie to oczywiście oryginał. Nadane filtry (od góry): Naturalny, Świeży, Zarumieniony, Opowieść, Dzieci, Romantyczne, Emocje, Wymieszane, Świeże, Zagadka, Film.

filtry na zdjęciu portretowym Xiaomi Mi 8 Lite
 

Zdjęcie krajobrazowe

Filtry, które widzisz, to: Żywy, Miłość, Słoneczny, Odbicia, Neon, Miasto, LOMO, Mgła.

filtry na zdjęciu krajobrazowym Xiaomi Mi 8 Lite
 

Do trzech wrażeń sztuka?

Podsumowując: nie było może idealnie, ale w tej cenie Xiaomi Mi 8 Lite oferuje Ci naprawdę świetny aparat. I jeśli chcesz mieć smartfon, który jednocześnie dobrze fotografuje i jest w przyjaznej cenie, to spójrz łaskawym okiem na Xiaomi. Warto. Dla tej ceny jestem nawet w stanie odpuścić perfekcyjny bokeh – i tak wychodzi nieźle, tylko nie możemy zbytnio utrudniać zadania kamerze.

Tym samym oceniam też Xiaomi Mi 8 Lite na dobry. Dobry z plusem – za starania. Było miło. Może nie całkiem perfekcyjnie tam, gdzie mi na tym najbardziej zależało, ale – raz, że spodziewałam się, a dwa, że w tej cenie, w jakiej ten model jest dostępny, dostałam znacznie więcej niż się spodziewałam. W tej cenie nie ma nic, co by sprawiło, że odradziłabym ten smartfon. Wręcz przeciwnie: polecam.

Jeśli tylko chcesz mieć niemalże złudzenie flagowca za 1299 zł, wybierz Xiaomi Mi 8 Lite. Nie zawiedziesz się. Ja się też nie zawiodłam i choć nie zawsze było kolorowo, wiem, że gdy będę zmieniać swój prywatny telefon, Mi 8 Lite na pewno wezmę pod uwagę. Xiaomi lepsze? Tak, ten model wręcz przerósł moje oczekiwania.

Zobacz Xiaomi Mi 8 Lite 4/64 GB w kolorze Aurora Blue w x-kom

Sprawdź także pozostałe wersje Xiaomi Mi 8 Lite